Niezależność wyceniona utratą zaufania. Rozsypanka kłamstw w jego ustach składająca się w logiczną całość. Dziecięca niewinność zagubiona gdzieś za maską obojętności.Uśmiech... Nie. Brak uśmiechu. Samotność nie doskwierała mu już tak bardzo. Nauczył się z nią żyć i akceptować taki stan rzeczy. Był nikim. Śmieciem, wadliwą maszyną. Nie czuł się jakoś specjalnie potrzebny. O coś ważnego się dba, o czymś dla siebie ważnym się myśli, o to się troszczy. O niego nikt się nie troszczył. Ogarnięte półmrokiem grube metalowe drzwi pokoju otworzył się z głośnym charakterystycznym dźwiękiem. Wychudzona, skulona postać w rogu łóżka, ani drgnęła. Gdy kawałek chleba uderzył ją w głowę również nie zareagowała. Wysoki, barczysty mężczyzna w czarno-białej masce pasującej do stroju, kopnął w głąb pokoju butelkę wody mineralnej po czym opuścił pomieszczenie.
Wzrok brązowych tęczówek utkwił na lekko zapleśniałym, twardym kawałku pieczywa. Żołądek zaczął domagać się jedzenia wydając co raz głośniejsze odgłosy. Nie chciał jeść. Wziął jedynie wodę i szybko łapczywie wypił połowę zawartości naczynia. Przesunął palcami lewej dłoni po wystających żebrach. Mógł z łatwością je policzyć. Bywały już takie okresy, że przez tydzień nie dostawał posiłków. Blade światło padło na jego zakurzoną, brudną twarz. Młodzieniec ten miał śniadą cerę i hebanowe włosy. Na lewym kolanie posiadał małą bliznę, której pochodzenia nie znał.
Nie pamiętał wiele ze swojej przeszłości. Jedynie sześć ostatnich lat życia, z którego większość spędził w tym pokoju. Gdyby te ściany umiały mówić. Są jedynym świadkiem tej ludzkiej krzywdy, a jednak milczą.
Chłopiec położył się na łóżku i zwinąwszy w kłębek objął się ramionami. Kości strasznie go gniotły, a gojące rany swędziały. Chciał rozerwać bandaże na nadgarstkach, ale wiedział że Oni mogą się rozzłościć. Dbając, by nie zrobił sobie krzywdy opróżnili pokój ze wszystkich ostrych narzędzi, a przecież to Providence krzywdziło go najbardziej. Zanucił pod nosem niepasujące do siebie pojedyncze wersy kołysanki i zamknął oczy.
Zaśnij już...
Czuwać będę wciąż
Dziecinko ma...
Zmorzy cię sen...
Lalala... la... la...
Nie znał wszystkich słów, ale w uszach wciąż rozbrzmiewała mu ta melodia. Jedyne, ostatnie miłe wspomnienie jakie mu zostało. Jedyna rzecz, której nie mogli mu odebrać.